>>> wszechstronność
Ekstremalne warunki. Krańcowe wyczerpanie. Skrajne trudne warunki. Kilka słów, które najlepiej obrazują jedną z najtrudniejszych dyscyplin w historii sportu – adventure racing.
Adventure racing (w Polsce zwykle tłumaczy się jako ekstremalny rajd przygodowy) łączy w sobie najciekawsze i najbardziej widowiskowe elementy sportów dynamicznych i wytrzymałościowych m.in.: biegów długodystansowych, kolarstwa terenowego, kajakarstwa, pływania, alpinizmu. W zawodach biorą udział (w zależności od formuły imprezy) zespoły 2-4-osobowe – najczęściej w składzie mieszanym. Nie jest to zatem sport indywidualny. Bardzo ważnym czynnikiem jest umiejętność współpracy w ramach swojego zespołu – część zadań specjalnych jest zwykle tak przygotowana, że ich pokonanie może nastąpić jedynie przy współdziałaniu całego teamu.
Wszystkie zespoły startują jednocześnie i zmierzają do mety non-stop. Zawodnicy według własnego uznania określają tempo poruszania się oraz czas i miejsca odpoczynku. Muszą jednak mieścić się w wyznaczonych limitach czasu. Trasa rajdu wyznaczona jest w terenie w postaci punktów kontrolnych. Zadaniem zespołu jest zgłoszenie się w komplecie na poszczególnych punktach kontrolnych. Droga pomiędzy punktami jest najczęściej dowolna a jej wybór należy do zespołów. Niektóre fragmenty trasy to odcinki specjalne, których pokonanie (według oznaczenia na mapie lub w terenie) jest obowiązkowe. Na kilku punktach kontrolnych zespoły mają do wykonania zadania specjalne. Warunkiem klasyfikacji zespołu jest zaliczenie w komplecie wszystkich punktów kontrolnych, odcinków oraz zadań specjalnych.
>>> niezwykłe emocje
Wytrzymałość
Adventure racing, to zawody wymagające od uczestników największych wyrzeczeń. Stając na stracie nigdy nie jesteś pewny tego, co może cię spotkać. Jedno wiesz na pewno – zanim przekroczysz linię mety, czeka cię kilkadziesiąt godzin nieprzerwanej walki z trudami trasy, narastającym zmęczeniem, zadaniami specjalnymi. Tuż przed godziną „zero” dostajesz mapę z wyznaczoną trasą. Przed tobą 100, 300, czasem nawet 1000 km. To morderczy wysiłek, ale starasz się o tym nie myśleć. Jeszcze nie teraz. Wreszcie start – ruszasz na trasę. Wiesz dobrze, że rajd wydobędzie z ciebie prawdę. Tu nic się nie da ukryć – chwila słabości, choćby mały błąd nawigacyjny może kosztować wiele godzin dodatkowego błądzenia. Jeśli zlekceważyłeś treningi jesteś bez szans. Żadnej taryfy ulgowej. Setki wybieganych kilometrów, dziesiątki godzin na rowerze górskim, litry wymęczonego potu. To niezbędne minimum. Techniki alpinistyczne, elementy survivalu, manewrowanie pontonem na rwącej rzece – to również musisz mieć opanowane. By dotrzeć do mety. By przetrwać.
Doświadczenie
W połowie trasy wiesz, że przyszedł czas na ciebie. Procentują umiejętności. Kilka mniej doświadczonych zespołów zgubiło drogę. Inni narzucili zbyt forsowne tempo na początku etapu i teraz wykończeni muszą zrezygnować. Na zadaniu specjalnym twój team szybko i sprawnie wspiął się na skałę, pokonał dwa mosty linowe i zjechał w 100-metrowa przepaść. Innym brakuje doświadczenia i jeszcze z trudem wspinają się. Brakuje tylko wody. Ale wody brakuje prawie zawsze. Do plecaka zmieściły się tylko dwa litry. Następne źródełko jest po drugiej stronie mapy, czyli… 12 godzin później. Trzeba uważać na odwodnienie.
Psychika
Ile możesz wytrwać bez snu? Trzy, cztery dni? Na sen szkoda czasu – gdy słodko drzemiesz dając odpocząć zmasakrowanym mięśniom inni mogą cię wyprzedzić. Twój partner odpowiedzialny za nawigację jest równie zmęczony. Dwie godziny wcześniej wybrał złą drogę. Jesteś wściekły, ale wiesz, że nerwowość nie pomaga. Zmuszasz się więc do pokonania kolejnych kilometrów. W duchu powtarzasz: „nigdy więcej, nigdy więcej”. Podczas marszu zamykają ci się powieki. Czasem w amoku przechodzisz kilkaset metrów zupełnie tego nieświadom. Najgorzej będzie na rowerze. Chwila nieuwagi może zakończyć się w pobliskim rowie. Coraz trudniej skoncentrować wzrok. Zjeżdżając z góry czujesz się jak w przestrzeni kosmicznej. Tyle, że tam nie ma żadnych drzew…
Zadania specjalne
Minęły cztery monotonne dni. Bieg, rower, kajaki, marsz i rower. Trzymasz się ledwo na nogach. Jeszcze przed chwilą marzyłeś o ciepłym posiłku, wygodnym łóżku i gorącej kąpieli. Póki co możesz jednak liczyć na kąpiel w lodowatej górskiej rzece. Od godziny twój zespół na gumowym pontonie walczy z pieniącym, rwącym żywiołem. Rzeka nabiera prędkości, coraz większe progi wodne. Po ostatnim, 10-metrowym locie w dół, ledwie udało wam się odnaleźć ponton i pozbierać pływający ekwipunek. Emocje rosną. Już nie marzysz o śnie; marzysz by wreszcie wyjść z wody i znów wsiąść na rower.
Euforia
Nagle fatamorgana – widzisz coś, w co nie możesz uwierzyć. Kilkaset metrów przed tobą majestatycznie powiewa napis „meta”. Niezrozumiałe uczucie, coś jakby radość przedziera się przez odrętwiały organizm. Brawa, muzyka, poklepywania. Powoli dociera do ciebie świadomość, że to już koniec. Nie jesteś w stanie zebrać myśli. Nie masz nawet pewności jak masz na imię. Twoje odwodnione, wygłodniałe i zmęczone ciało woła „ratunku!”. Zmasakrowane stopy ostatkiem sił niosą cię na zasłużony odpoczynek. Wiesz jednak, że wypowiedziane podczas trasy setki razy „nigdy więcej”, to żart. Za miesiąc kolejne zawody.
Copyright © Sport Event 2002 - 2009